Od najmłodszych lubiał grać w piłkę nożną ze znajomymi, a podczas jednego z podwórkowych meczów, nie trafił z rzutu wolnego i piłka trafiło poza płot otaczający boisko. more_vert open_in_new Link do źródła
Święta Inkwizycja niemal wszystkie siostry pozbawiła życia, a garstka, która została, nie ośmieliła się rzucać żadnych czarów. Wręcz założyły rodziny, próbując niczym nie wyróżniać się spośród zwykłych kobiet. Tylko nie potrafiły pozbyć się swoich kotów, których posiadanie też mogło być pretekstem do posądzenia
dokąd tupta nocą jeż - domowe przedszkole - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk.
PIOSENKA “Babcia i Dziadek” (sł. i muz. B. Forma) I. Moja babcia lubi w piłkę ze mną grać, opowiada bajki, kiedy idę spać. Ref. Bo z babcią, moi mili wesoło spędzam czas. Bo babcia często śmieje się i bardzo kocha nas. II. dziadek – superfacet – wciąż odwiedza mnie. Czyta wiele książek, zawsze wszystko wie.
Katarzyna Kołak-Danyi, Agata Stencka-O’Neill, Tomasz Wegner „Zanim zadzwoni dzwonek. i pięknych miejsc czy znanych Polaków i Polek, a także zabiorą na wakacje nad. Podręcznik do nauki języka polskiego dla uczniów polonijnych w Wielkiej Brytanii w klasach V i VI", Warszawa – Londyn 2020. Morze Bałtyckie.
Piosenka na dzień babci i dziadkaZobacz także:https://youtu.be/AjlsmYoTFvchttps://youtu.be/nypPFRFetosPodkład, aranż, karaoke do przepięknej piosenki o Babci
GfmI. "Moi dziadkowie" Babcia i dziadek są tacy wspaniali I zawsze chętnie bawią się z nami. Lubimy z Wami spędzać czas. Babciu i dziadku Kochamy Was! 1. Babciu, droga babciu, powiedz mi, Czy potrafisz zrobić to, co my? My tupiemy tup, tup ,tup Teraz babciu ty to zrób! My tupiemy tup, tup, tup Teraz babciu ty to zrób! 2. Babciu, droga babciu, powiedz mi, Czy potrafisz zrobić to co my? My skaczemy - raz, dwa, trzy Teraz babciu podskocz Ty! My skaczemy - raz, dwa, trzy Teraz babciu podskocz Ty! 3. Dziadku, drogi dziadku powiedz mi Czy potrafisz zrobić to co my My klaszczemy - raz, dwa, trzy, Teraz dziadku zrób to Ty! My klaszczemy - raz, dwa, trzy, Teraz dziadku zrób to Ty! 4. Dziadku drogi dziadku powiedz mi Czy potrafisz zrobić to co my My całuski damy Ci Teraz dziadku daj nam Ty! My całuski damy Ci, Teraz dziadku daj nam Ty!
Scenariusz uroczystości z okazji Dnia Babci i Dziadka dla grupy 1Witamy serdeczne zebranych tu gości dziękujemy za przybycie do naszego nowego niech się rozgości,A dziadzio niech ogląda budowniczych przedszkola 2A teraz już pora na niech nikt nie będzie czymś innym zatańczymy Wiersze wyrecytujemy. A na koniec napełnimy brzuszki. Czymś smakowitym: będzie żurek i nawet 3Babciu, babciu kochana Weź mnie proszę na mocno swoją wnusiędziś powiedzieć Ci to muszę,Że to babciu Twoje święto,Więc bądź babciu 4Jestem sobie mała babcię i się ogromnie,że przyszliście tutaj do babcię boli nogaA dziadziusia troszkę 5Jestem sobie mały wnuczek,I znam chyba ze sto zagrać grzechotkami,A moja babcia janczarami. (Dziecko gra na bębenku podczas śpiewania zwrotek, a pozostałe dzieci grają na kastanietach, marakasach, grzechotkach, janczarach – do wyboru).Piosenka „Babcia i Dziadek”Moja babcia lubiw piłkę ze mną grać,opowiada bajki,kiedy idę Bo z babcią, moi mili, wesoło spędzam czas, bo babcia często śmieje się i bardzo kocha nas. (bis)II. Dziadek – superfacet –wciąż odwiedza wiele książek,zawsze wszystko Bo z dziadkiem, moi mili, wesoło spędzam czas, bo dziadek często śmieje się i bardzo kocha nas. (bis) III. Dziś dla mojej babcipiękny prezent mam,uśmiech i buziakówtysiąc babci Bo z babcią...IV. Piosenkę dla dziadkadziś zaśpiewać drogi dziadku,nie zapomnę Bo z dziadkiem, moi mili, wesoło spędzam czas, bo dziadek często śmieje się i bardzo kocha nas. (bis).Dziecko 6Niechaj dziadzio z babunią Tak nam długo żyją,Póki komar i muchaMorza nie ty, mucho, ty komarze, Pijcie wodę się dziadek z babcią Nażyją do 7Moja babciu kochana,Ty jesteś roześmiana od ci humor dopisuje,Nawet gdy dziadek coś sprawiam ci przykrości, Ty nigdy się na mnie nie złościsz. Dziecko 8Moja babcia była kiedyś małą dziadek biegał kiedyś za do przedszkola, szybko dorastali,Mieli mnóstwo pomysłów, ciężko 9Wychowali swoje czas leci, leci, leci...Dzisiaj na pociechę mająWnuki, które Ich „Dla Babci i Dziadka”1. Wyczaruję dla babuni suknię z kropli rosySzal z obłoczków, wstążkę z tęczy wplotę jej we Babciu, droga babciu, to wszystko dla ciebiebabciu, droga babciu, bardzo kocham ciebie (2x).2. Namaluję dziadziusiowi rybek pełną rzekę,Koszyk grzybów, działkę z domkiem, pieska na pociechę. Ref. Dziadziu, drogi dziadziu, to wszystko dla ciebiedziadziu, drogi dziadziu, bardzo kocham ciebie (2x).Dziecko 10Po domu chodzi babciaw fartuchu, w zielonych kwiatki podlewaI nigdy się nie 11Nawet, gdy stłucze się szklanka,mówi: “A to niespodzianka!Stłukło się, bo było szklane. Przynieś szczotkę” i już to, że jesteś taka, Kupię ci, babciu, 12Mój dziadzio zawsze ze mną chodzi na ma nieskazitelne znajduje dla mnie gdy pracy ma po 13Moja babcia robi na drutach piękne, srebrne włosy i bursztynowe najlepsze ciasta na ile ma lat? Nigdy nie zgadniecie!Wygląda tak młodo, jak moja pani nawet śpiewać bez się nie złości,Nawet gdy ma w domu niespodziewanych „Żyj nam babciu zdrowo”I. Nasza babcia już od rana jest pogodna jak słoneczko I zaprasza do śniadania kusząc mlekiem i ho, hej ha, żyj babciu sto lat,Hej ho, hej ha, babci kwiatka dam (2x)II. Chętnie jemy co na stole, bowiem smaczne no i zdrowe. Potem czeka nas przedszkole, a w nim sale ho, hej ha, żyj babciu sto lat,Hej ho, hej ha, babci kwiatka dam (2x)III. Po południu gdy wracamy babcia wita nas upiekła coś dobrego byśmy jak na drożdżach ho, hej ha, żyj babciu sto lat,Hej ho, hej ha, babci kwiatka dam .....(6x)Dziecko 14Babcia wszystko zrobi dla to dziękuje jej zaceruje bluzkę i opowie pyszną, słodką pocieszy i przytuli. I powie: to wszystko dla mojej 15Moja babunia ma złote spracowane ręcePomagają mi zasznurować bucikiI robią dla mnie pyszne 16Mój dziadzio jest zrobić statek wam w sekrecie:Nawet ugotuje zupę ogórkową Najlepszą na 17Babciu, Babciu, cóż Ci dam?Tylko jedno serce mam,A w tym sercu róży kwiat,Babciu, babciu żyj sto 18Dzisiaj mamy Święto Dziadzia,to okazja, by złożyć mu życzenia:Długich lat życia i powodzeniaOd wnuczka 19Gdy w sobotę po południuZjadłem już obiadek,To na spacer mnie zabieraMój kochany 20Opowiada różne dziwyO skarbach, zna tych opowieściNiż mój własny 21Na barana mnie ponosi,Czasem kupi nie miał tego dziadkaToby było 22Wszystkich tu zebranychzapraszam na śpiewać, tańczyć,O już, za chwileczkę...Taniec „Poleczka” mnie poleczka,umiem skakać jak bardzo jestem skoczna,a jak zacznę, to nie spocznę!Refren:Hop, hop! Tra-la-la! (Dwa podskoki obunóż, trzy razy uderzenie w dłonie).Kto zatańczy tak, jak ja! ( Dzieci robią obrót w prawą i lewą stronę).2. Noga lewa, noga prawa!Raz do roku jest zabawa!Teraz wszyscy do kółeczka,poprowadzi nas 23Wymaluję na laurce czerwone serduszko,Ptaka co ma złote pióra i kwiaty w babuniu moja miła sto lat albo dłużejBądź wesoła i szczęśliwa, zdrowie niech ci 24Z dziadkiem jest zawsze świetna zabawaNa wszystkie pytania wnukom nie krzyczy i nie obiady wnukom 25Pozwala mieć w domu i kota, i za dobre zachowanie nagrodę mieć dziadków,Bo mają złote my co Im damy?Miłości więcej!Zaśpiewanie „Sto lat...” – wszystkie dzieciSto lat, sto lat - niech żyją, żyją namSto lat, sto lat - niech żyją, żyją nam!Jeszcze raz, jeszcze raz - niech żyją, żyją żyją kto? - recytacjaNasze Babcie i Dziadziowie – laurek i serduszek babciom i taneczne z dziadkami, babciami i wnukami. Taniec na gazetach – babcia z dziadkiem tańczą na gazetach, a wnuczek w tym czasie po kawałku odrywa gazetę. Wygrywa ta para, której został najmniejszy kawałek gazety. Można wykorzystać melodię walca lub z miotłą – wnuki zapraszają babcię lub dziadzia do tańca na środek sali. Tańczą w dwójkach. Jedna osoba tańczy z miotłą. Na przerwę w muzyce, wszyscy zmieniają pary. Osoba, która nie znajdzie pary, tańczy z miotłą. Można wykorzystać melodię Straussa. Bibliografia:1. Życzę ci... , Zbigniew Trzaskowski, wydawnictwo Jedność (Kielce) 20012. Kochać świat: wiersze okolicznościowe dla przedszkoli, wydawnictwo Żak, Warszawa 19973. Uroczystości w przedszkolu, wydawnictwo BEA , Toruń 2004
Chłopak z Bardejowa, w dzieciństwie często wpadał do Polski. – Przyjeżdżaliśmy na zakupy, było taniej. Kupowaliśmy truskawki, mięso – uśmiecha się Michal Sipľak. Dziś ma 26 lat, coraz więcej tatuaży i sporo przeżyć związanych z piłką. - Tata płakał, kiedy mówił mi, że jadę na mistrzostwa świata. A ja strzeliłem tam bramkę Urugwajowi – wspomina Słowak, który już od pięciu lat jest zawodnikiem dziś 7 lipca. Pamiętasz, co się zdarzyło 7 lipca 2017 roku?Pięć lat temu?… A, podpisałem kontrakt!Pięć lat, a ja mało co o tobie nie lubię się mega upubliczniać. Powiedziałbym, że jestem introwertykiem. Raz na jakiś czas wywiad – OK, ale nie jestem typem, który co tydzień publikuje coś w mediach społecznościowych, na pewno nie masz kłopotów z tym, żeby opowiedzieć coś o swoim życiu ale uważam, że nie każdego to interesuje. Właściwie nikogo to nie interesuje. Każdy ma swoje życie, swoje problemy, swoje wydarzenia w pięć lat temu nie miałeś jeszcze tatuaży. Jako gracz Cracovii byłeś pod narkozą, zdobyłeś Puchar Polski, to w Krakowie zastała cię pandemia…To od czego zacząć?Od tatuaży. Czy wzór na lewym ramieniu – czaszka w cylindrze – ma coś wspólnego z miłością do Guns N’Roses?Nie, zupełnie. To był taki trochę freestyle, podoba mi się ten styl tatuaży, oldskulowy. Wiem, co ludzie powiedzą: o, zrobił sobie tatuaże, jak każdy piłkarz! Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że jestem piłkarzem. Miałbym tatuaże niezależnie od tego, czy byłbym piłkarzem, zawsze chciałem je mieć. I mogę powiedzieć, że jeszcze z tym nie kończę, będzie ich jeszcze 2018 roku latem wytatuowałeś sobie na ręce wzory, kontury, a rok później je kolorowałeś – chyba tak to było?Tak jest. Tatuaże zawsze robię poza sezonem. Nie chcę ich robić w okresie, kiedy trenuję, żeby nie ryzykować zapalenia skóry. Wiadomo, że podczas treningów człowiek się poci. Jak człowiek zrobi sobie tatuaże, to powinien unikać wysiłku. Dlatego tatuaże dorabiam sobie zawsze w przerwie między sezonami – co pół roku, co rok. Teraz mam kolejne, które czekają na kolorowanie - na klatce piersiowej. Pewnie w zimie doczekają się się, dlaczego piłkarze tatuują się bardziej niż inne grupy zawodowe? Trudne dlatego, że dużo częściej niż np. ludzie w biurach oglądacie się bez ubrań i w związku z tym chcecie się wyróżnić?Nie. Myślę, że to po prostu kwestia tego, co kto lubi. Znam wielu piłkarzy, też w Cracovii, którzy nie lubią tatuaży. A muszę powiedzieć, że wiele osób traktuje ludzi z tatuażami jako złych ludzi - że grają jakichś szefów…I da się to nawet wytłumaczyć. W Polsce, pewnie na Słowacji też, jeszcze nie tak dawno temu od tatuażu artystycznego dużo częściej spotykany był tatuaż więzienny. Ja to rozumiem, moja babcia też na początku mówiła, że to jak z więzienia. Ale czasy się zmieniły, inaczej teraz świat wygląda. I trzeba oceniać ludzi na podstawie tego, jak się zachowują, a nie jak wyglądają, co mają na ciele. Cracovia. Byli piłkarze "Pasów" zmieniają kluby. TRANSFERY L... Pełna zgoda. A skąd ty pochodzisz? Z samego Bardejowa czy gdzieś z okolicy?Z Bardejowa, mieszkałem tam do 16. roku życia. Potem wyprowadziłem się do Bratysławy, do stolicy, poszedłem za piłką do Slovana. No i tam byłem przez dwa i pół roku. A w Bardejowie jako rodzina już nie mieszkamy. Przeprowadziliśmy się do małej wioski, około 50 km od byłeś dzieckiem, młodym chłopakiem, mieliście częste kontakty słowacko-polskie? Byliście taką rodziną pogranicza? Raz na miesiąc to na pewno byłem w Polsce. Dość często jeździliśmy na zakupy, w Polsce było taniej. Pamiętam, że kupowaliśmy truskawki, jakim wieku zacząłeś grać w piłkę?Miałem pięć-sześć lat. Musiałem sam chodzić na treningi i po kilku treningach mnie to znudziło, zniechęciłem się. Ale nie przestałem grać w piłkę. Grałem z kolegami, braliśmy udział w turniejach po wioskach. A kiedy miałem 10 lat zdecydowałem, że dam sobie jeszcze jedną szansę, poszedłem do klubu w Bardejowie. Pamiętam, że podali mi złą godzinę treningu, przyszedłem na zajęcia rok starszych chłopaków. Potem trafiłem jednak do swojej kategorii wiekowej, a jak już zacząłem grać, to nie przestałem. I jestem mega zadowolony z tego, że tak się to potoczyło. Tym bardziej że cała moja rodzina to kibice piłki nożnej. Zawsze mnie wspierali, wspierają cały czas i jestem pewien, że mnie będą dwóch braci, tak?Tak, dwóch starszych braci. 30 i 34 w piłkę?Tak, tylko na niższych poziomach. Niestety, kontuzje ich trochę przyhamowały i skończyli z twoja kariera w wieku młodzieżowym fajnie się rozwinęła. Mając 17 lat, pojechałeś na mistrzostwa świata U-17 do Zjednoczonych Emiratów Arabskich…Pamiętam moment, kiedy dowiedziałem się o powołaniu. Byłem w szpitalu, miałem jakiś mały uraz, zadzwonili tata z mamą. Ojciec płakał, kiedy mówił, że jadę na mistrzostwa świata. To było świetne uczucie, a najbardziej cieszyłem się dlatego, że to dla rodziców była wielka radość. Byłeś już wtedy zawodnikiem to było po pierwszym roku w Slovanie. Trzeba też powiedzieć, że na mistrzostwa świata pojechałem jako nieznany zawodnik, żeby dopełnić listę nominacji – tak uważam z perspektywy czasu. Zagrałem połowę meczu z Emiratami Arabskimi. A potem z Urugwajem wszedłem w drugiej połowie. Niestety, przegraliśmy, ale ja kilka minut po wejściu strzeliłem bramkę głową. To była niesamowita chwila, pamiętam to do że byłeś w kadrze na doczepkę – przemawia przez ciebie skromność czy brak wiary w siebie?Skromność. Mówię teraz o tym, bo kiedy człowiek jest starszy, to potrafi lepiej pewne rzeczy zrozumieć. Ale też muszę bardzo podziękować trenerowi kadry Laco Pecko za to, że powołał mnie na mistrzostwa. Chyba dzięki temu moja kariera wystartowała. Chociaż... miałem później nawet momenty, w których myślałem, że skończę z piłką. W Slovanie grałem w rezerwach, w pierwszej drużynie miałem dwa występy, ciężko było się młodym 19 lat, kiedy odchodziłem ze Slovana, byłem bez kontraktu. Wielu młodych zawodników w takiej sytuacji – odchodząc z ekstraklasy do niższej ligi – ma obawy: co teraz ze mną będzie? Ja potraktowałem to w taki sposób, że potrzebuję grać jak najwięcej i udowodnić, że mam umiejętności, żeby grać gdzieś wyżej. Poszedłem wtedy do Partizana Bardejov, i uważam, że to był bardzo dobry ruch. Zagrałem większość meczów, tamten sezon był naprawdę dobry w moim wykonaniu. Zainteresował się mną Zemplin Michalovce, ekstraklasowy klub. Trafiłem tam, to też był mój bardzo dobry rok. No i podpisałem kontrakt w że przed Michalovcami wpadłeś na chwilę do tak, była Nieciecza, trener Michniewicz. Poszedłem na testy, byłem tam trzy tygodnie, zagrałem kilka sparingów. Myślę, że nie prezentowałem się źle, ale do transferu nie doszło. Kiedy rok później dostałem ofertę z Cracovii, byłem bardzo zadowolony z tego, że się mną zainteresowała, że chce mnie pozyskać na transfer definitywny, to mnie bardzo przekonało. I muszę powiedzieć, że to był bardzo dobry w kadrach juniorskich, w młodzieżowej reprezentacji Słowacji zdarzyło ci się wygrać 3:0 z Włochami. Do I reprezentacji Słowacji cały czas się dobijasz: dostawałeś już powołania, nawet przed ostatnimi czerwcowymi meczami byłeś w szerokiej kadrze…Jeśli chodzi o ostatnie powołanie, to – muszę być szczery - moja forma nie była na tak wysokim poziomie, żebym mógł powiedzieć „zasługiwałem na to, żeby pojechać na kadrę”. Ale wcześniej były momenty, kiedy grałem dobrze, byłem powołany, a nie dostałem w reprezentacji ani jednej minuty. Wtedy byłem trochę z Węgrami, w 2019 roku?Mecze z Węgrami i z Walią. Nawet z jednej minuty byłbym bardzo szczęśliwy. Bo to coś niesamowitego reprezentować Słowację, reprezentować mój kraj. Ale widocznie muszę pracować jeszcze bo kadra to nie jest przecież temat nie. I nie szukam winy w kimś, kto wybiera zawodników, dokonuje powołań. Zawsze zaczynam od szukania przyczyny w sobie – co jeszcze więcej mogę zrobić, żeby dostać szansę. To jest po prostu dla mnie motywacja, cały czas. Tak samo w Cracovii, codziennie staram się być lepszym… Mimo że są czasem dni, kiedy nie mam nastroju, kiedy nie chce mi się trenować. Jednak zawsze znajdę w sobie motywację, żeby dać z siebie wszystko. A jak przyjdzie mecz, to nawet jak nie gram dobrze, kiedy podania mi nie wychodzą, to i tak wkładam w grę całe siły. Biegam, walczę. I myślę, że w Polsce kibice to bardzo szanują. Tutaj ludzie doceniają to, że ktoś na boisku daje z siebie słyszał Erika Jendriška. Stwierdził: „Polscy kibice lubią walkę. Jak gra nie idzie – to trzeba przynajmniej walczyć”.Dla mnie to podstawa piłki nożnej. Bez biegania, bez walki nic nie ma. Do tego taktyka - i te trzy elementy to punkt wyjścia w każdym meczu. Oczywiście, nie w każdym idzie dobrze, ale od tego trzeba zaczynać. Erik Jendrišek: Oshima to bardzo dobry zawodnikJakie masz odczucie – jak bardzo kontuzje spowolniły ci karierę?O, bardzo, naprawdę. Uważam, że gdyby nie kontuzje, byłbym teraz dużo lepszym zawodnikiem. Mam mięśnie, które są podatne na kontuzje. Oczywiście, staram się ich unikać i teraz już przez pół roku nie miałem kontuzji mięśniowej, nawet ostatnio dziękowałem trenerowi przygotowania fizycznego. Mogę powiedzieć, że to nic przyjemnego, kiedy widzę, jak chłopaki trenują, a ja muszę na przykład być na siłowni i wykonywać ćwiczenia związane z rehabilitacją. To najgorsze uczucie dla cię nie tylko mięśniowe kontuzje. Najbardziej bolesna była chyba ta historia ze zwichniętym łokciem w 2019 był przypadek. Nie mam pretensji do Browna Forbesa, to była walka, ja niefortunnie upadłem ręką na ziemię. Ból był nie do opisania. Medycy próbowali mi tę rękę naprawić od razu, ale nie udawało się, strasznie krzyczałem, byłem bardzo spięty. Podali mi kilka dawek morfiny, ale to nie zadziałało, czułem jeszcze większy ból. W końcu musieli mi podać twoje najgorsze doświadczenie? W sporcie, w życiu?Chyba tak. Przy tej kontuzji czułem najmocniej ból, przez dłuższy czas. Z drugiej strony – kiedy stan ręki się trochę poprawił, to mogłem kopać piłkę, podczas gdy przy kontuzji mięśnia nie można tego robić, trzeba odpoczywać. Ale naprawdę było to nieprzyjemne, nie chciałbym tego przeżywać jeszcze co było w tych pięciu latach w Cracovii najlepsze?Przede wszystkich spotkałem wielu dobrych ludzi, tu każdy dzień coś dobrego przynosi. Pięć lat życia... Nie powiem, że to jest tak jakbym był już Polakiem, bo Polakiem nigdy nie będę, ale naprawdę czuję, że ludzie mnie tu przyjęli. Chłopaka, który chciał się uczyć języka polskiego, chciał się dostosować do tych ludzi stąd. Bo ja przychodziłem do Cracovii, kiedy tu była polska drużyna, nie było tak jak teraz wielu w drużynie piłkarze, których znałeś – Milan Dimun i Tomáš Natomiast teraz, po tylu latach, bardzo mnie boli, jak czytam o sobie, że jestem jakiś szrot spoza granic. Bo takie opinie też do mnie ciebie, personalnie? Michala Sipľaka?Tak, niestety. I jak widzę czy słyszę coś takiego, to mnie mega boli. Bo jestem tu długo i myślę, że też dużo dla tego klubu zrobiłem. Cały czas byłem lojalny wobec klubu, nigdy nie robiłem żadnych problemów i myślę, że ludzie na boisku też widzieli, że oddaję dla Cracovii wszystko. Dlatego uważam, że nie zasługuję na takie spodziewałem się, że w tym kierunku pójdzie ta było jasne: po słabych meczach zasługujemy na krytykę i ja umiem przyjąć krytykę. Jak ktoś przyjdzie i powie: „dzisiaj grałeś źle, powinieneś lepiej zrobić to, to i tamto” - taką sytuację rozumiem. Nie zrobiłbym postępu, gdybym nie przyjmował Słowacji też zdarza się hejt?Oczywiście, że tak. Ja też chcę powiedzieć, że to nie zdarza się często, tylko czasami ktoś na stadionie coś krzyknie, albo w mediach społecznościowych napisze. Ale tak jak mówię – po tylu latach w Cracovii nie jest to co jest? Wracam do pytania o najprzyjemniejsze momenty tych pięciu lat?Długo musiałbym wyliczać wszystkich dobrych ludzi, a nie chcę kogoś pominąć. A w piłce? Wiadomo, że najbardziej cieszą sukcesy. Jak wygraliśmy Puchar Polski, to były niesamowite masz oczekiwania przed nowym sezonem? Pytam o ciebie i o siebie na pewno oczekuję tego, żeby grać cały czas na równym, dobrym poziomie, bez wahań formy. Oczekiwania od Cracovii? Na razie patrzę tylko na pierwszy mecz, z Górnikiem Zabrze. Na pewno chcemy wygrywać i powalczyć co najmniej o puchary. Mam nadzieję, że tak będzie. Ale w tym momencie trzeba skupić się na pierwszym meczu i które słyszysz chyba najczęściej: jaka jest twoja optymalna pozycja na boisku?Przychodziłem do Cracovii jako stoper. Potem zostałem lewym obrońcą, trener Probierz dawał mi szansę na tej pozycji i ja uważam, że ta pozycja bardzo mi odpowiada. Trenerowi Probierzowi zresztą dziękuję za to, że mnie tam ustawił, bo dzięki temu – kiedy najlepiej prezentowałem się na lewej obronie - dostałem powołania do kadry. Teraz za trenera Zielińskiego zmieniliśmy ustawienie na 3-5-2, z wahadłowymi, i powiedziałbym, że pozycja wahadłowego jeszcze bardziej mi pasuje. Bo jest więcej wolności, żeby atakować, a z tym, żeby bronić, nie mam problemu. Czyli odpowiadając: generalnie odpowiada mi lewa bo stoper i wahadłowy to piłkarze o zupełnie różnych cechach. Gra na środku obrony jest bardziej statyczna, wahadłowy musi być dynamiczny, dużo biegający…Zgadzam się z tym. Ale ja jestem szybkim zawodnikiem, jednym z szybszych w drużynie. Mam predyspozycje do tego, żeby grać jako wahadłowy. Jeszcze na pewno muszę się uczyć tej pozycji, ale dam radę. Natomiast w trójce stoperów też nie mam problemów, też zagrałem parę fajnych meczów. I jestem zadowolony z tego, że mam możliwość gry na więcej niż jednej pozycji. To dobre, że jestem koniec, bo mamy wakacje: co poleciłbyś zobaczyć na Słowacji? Góry. Góry słowackie są piękne. Z polskiej strony też, ale uważam, że słowackie Tatry są ładniejsze. U nas na Słowacji chyba wszyscy jeżdżą wypoczywać w góry. No, a jak ktoś lubi jeździć na zakupy, no to niech jedzie do stolicy, do ofertyMateriały promocyjne partnera
fot. Fotolia Zawsze wiedziałem, że tata nie jest moim tatą. To znaczy, ten mężczyzna, z którym mieszkam i który mnie wychowuje, nie jest moim biologicznym ojcem. Prawdziwego nie pamiętam; miałem zaledwie 1,5 roku, gdy nas zostawił. Kojarzę go tylko ze zdjęć i trochę z opowiadań mamy. Mama nigdy nie ukrywała przede mną prawdy, choć ja przez długie lata jeszcze nie do końca ją rozumiałem. Zawsze liczył się tylko ten tata, który z nami mieszkał Nie pamiętam chwili, kiedy się pojawił. Dla mnie był od początku. A jednocześnie wiedziałem, że gdzieś tam jest drugi ojciec – tata Zenek, jak go zawsze nazywałem. Mama pokazywała mi zdjęcia: ich ślubne i nasze wspólne, w ogródku. Dużo tych fotografii nie było. Może dlatego, że wtedy aparat nie każdy miał, a do fotografa tak często się nie chodziło. W każdym razie, jego twarz kojarzę tylko z tych wyblakłych, jeszcze czarno-białych fotografii. Pamiętam, że dopiero kiedy byłem duży, miałem chyba z 7 lat, zdziwiło mnie to, że mam dwóch ojców. Myślę, że dopiero wtedy dotarła do mnie prawda. Ale wcale mnie nie zabolało, że zostałem porzucony. Dla mnie tatą – kochanym, cudownym i najwspanialszym – był ten, który mnie wychowywał. To on uczył mnie grać w piłkę i jeździć na rowerze. Pocieszał, gdy pokłóciłem się z kumplem, i tłumaczył, jak trzymać fason przed chłopakami, żeby uznawali mnie za równego sobie. Kocham go, a on mnie. Teraz, gdy jestem już dorosły i sam mam własne dziecko, często zastanawiam się, jak to możliwe, że tak bardzo zaakceptował w końcu obcego chłopaczka. Nie tylko się mną zaopiekował, ale naprawdę mnie pokochał. Może ze względu na moją matkę, którą uwielbiał, i uwielbia do dziś? A może dlatego, że już później nie mieli ze sobą dzieci? Nie wiem z jakiego powodu, bo nigdy o to nie pytałem, a mama nie mówiła. W każdym razie to on był moim tatą, a nie tamten. Mimo to, gdy wszedłem w wiek nastoletni, zaczęło mnie nurtować, jaki jest mój biologiczny ojciec. Gdzie mieszka, co robi? Na początku nie wiedziałem, jak to sprawdzić, a mamy nie chciałem pytać. Bałem się, że ją zranię, albo że nie powie mi prawdy. Chociaż nigdy mnie nie oszukała, podskórnie czułem, że ten temat może być dla niej trudny. Szukałem więc po omacku Przejrzałem papiery w szufladzie rodziców i znalazłem akt ślubu i orzeczenie sądu o rozwodzie. Nic mi to nie dało – poza datami, miejscem urodzenia i panieńskim nazwiskiem jego matki (mojej babci, której zresztą też nie znałem) nie było tam żadnych informacji. Pojechałem nawet do miasteczka, w którym się urodził i gdzie był zameldowany w chwili rozwodu, ale pod tamtym adresem nie było żadnego domu. W pobliskim sklepie dowiedziałem się, że właściciele sprzedali go gminie, a ta wyburzyła stary, zniszczony budynek i na tym miejscu zbudowano przedszkole. Nie miałem pomysłu, co robić dalej. Wreszcie zapytałem mamę o jego adres. – Nie znam – powiedziała szczerze. – Nigdy się z nim nie kontaktowałam. Po rozwodzie przez pewien czas przysyłał alimenty, a potem przestał. Zamierzałam go nawet pozwać do sądu, ale już wtedy miałam wyjść za Pawła, a on cię chciał usynowić. Pomyślałam, że tak będzie najlepiej dla wszystkich. – I naprawdę nie wiesz, co się z nim dzieje? – dociekałem, nie wierząc, że mama na pewno mówi mi wszystko. – Z jego mamą też się nie kontaktowałaś? – Między mną a teściową nigdy nie układało się dobrze – westchnęła. – A jak Zenek się wyprowadził, ona stwierdziła, że to moja wina, bo nie potrafiłam zadbać o męża i utrzymać go przy sobie. Po rozwodzie mieszkał właśnie u niej, ale tylko przez chwilę. On już wtedy kogoś miał, dlatego odszedł ode mnie. I z tego co wiem, to szybko się pobrali i wyjechali. Nie wiem dokąd. Kiedyś, jak Zenek przez kilka miesięcy zwlekał z alimentami, a ja chorowałam i nie mogłam pracować, pojechałam do niej prosić o pomoc. Razem z tobą, bo pomyślałam, że może zechce zobaczyć wnuka. Ale ona nawet nie wpuściła nas do środka. Powiedziała, że Zenek jest wreszcie szczęśliwy, ma żonę i pewnie niedługo będzie miał własne dzieci. Tak jakbyś ty nie był jego. Spojrzałem na matkę zdumiony. Nie mogłem wprost uwierzyć, że moja własna babcia zachowała się w taki sposób. Tymczasem mama ciągnęła opowieść: – Zabolało mnie to bardzo. A najbardziej, że prawie na ciebie nie spojrzała. Ile ty miałeś wtedy? Niewiele ponad dwa lata. Nawet cię nie uściskała, nie zaproponowała niczego do picia… Pieluchę jeszcze nosiłeś, pamiętam, to musiałam ci ją zmienić na ulicy. Powiedziałam sobie wtedy, że więcej się upokarzać nie będę, sama sobie poradzę. Zresztą, miałam Pawła. To były nasze początki, ale już czułam, że mogę na nim polegać. Dlatego nie szukałam kontaktu z twoim tatą. A potem, kiedy Paweł zaproponował ślub i że cię usynowi, tylko napisałam list do Zenka na adres teściowej, że chcę pozbawić go władzy rodzicielskiej. Spotkaliśmy się w sądzie, a on miał mi do powiedzenia tylko tyle, że jest mu to na rękę, bo teraz alimentów nie musi płacić… Przepraszam synku, że ci to mówię. Ale pewnie gdybyś nie znał całej prawdy, tobyś mi nie uwierzył, że naprawdę nie znam jego adresu. Milczałem. Chciałem znać prawdę, a teraz nie mogłem jej udźwignąć. Właściwie powinno mi być obojętne, czy jakiś facet, który mnie spłodził, mnie kocha czy nie. Czy jakaś obca baba, która przez przypadek jest moją babcią, chce mnie znać. A jednak gdzieś w środku mnie zabolało. Do tej pory nie zastanawiałem się, dlaczego nas zostawił. Nas – a właściwie mamę. Jakoś nie docierało do mnie, że mnie też porzucił. Teraz to zrozumiałem. I nie mogłem się z tym pogodzić. – Może chcesz o tym porozmawiać? – mama patrzyła na mnie najwyraźniej zaniepokojona, że się nie odzywam. – Na pewno ci z tym ciężko, co? – Nie, mamo, jest okej – wydusiłem z trudem. – Boli, ale dobrze, że w końcu wszystko mi powiedziałaś. Tak jest lepiej. Nie mogłem się z tym pogodzić Wcale nie było. Dziś, po latach, z perspektywy czasu i doświadczeń wiem, że przeżywałem wówczas typowy bunt nastolatka. Przechodziłem okres dojrzewania, kiedy neguje się wszystko, co do tej pory się znało. To dlatego cały czas po mojej głowie chodziła myśl, żeby jednak odnaleźć ojca. Ale nie miałem pomysłu, jak to zrobić. I zapału do szukania też nie. W sumie byłem szczęśliwy, miałem rodziców, a czas zajmowały mi nauka, zabawa, no i dziewczyny. Jedna, druga… Po technikum poszedłem do pracy, zachwyciła mnie samodzielność. A potem poznałem Jolę. Byliśmy ze sobą trzy lata, kiedy postanowiliśmy się pobrać. Niedługo później znowu mnie naszło, żeby go odnaleźć. Nie wiem dlaczego. Może chciałem na dobre zamknąć jakiś rozdział? Wejść w dorosłe życie, w małżeństwo i rodzicielstwo (bo zostałem tatą) z uporządkowanymi sprawami? Przyczyniła się też do tego Jola, której opowiedziałem o wszystkim, a ona nie mogła uwierzyć. – Nie wyobrażam sobie, jak można porzucić własne dziecko i się nim nie interesować – mówiła, patrząc na naszego ślicznego Michałka, który bawił się klockami. – U mnie w rodzinie też były rozwody, ale rodzice kontaktują się z dziećmi. Częściej, rzadziej, ale zawsze. Ty potrafiłbyś zostawić Miśka? – spytała, a ja w jej głosie wyczułem niepokój. Po rozmowie z żoną zrozumiałem, że nie uspokoję siebie ani jej, póki nie pogadam z „tatą Zenkiem” i nie usłyszę, czemu to zrobił. To pytanie nurtowało mnie od dawna. Trzeba znaleźć odpowiedź. Trochę to trwało, zanim udało mi się odnaleźć jego adres. Mama z trudem przypominała sobie kolejnych jego krewnych, a ja jeździłem po okolicznych wsiach i pukałem do obcych sobie ludzi – moich ciotek i wujków. Niektórzy nie chcieli ze mną gadać, inni nie wiedzieli, co dzieje się z moim ojcem, kilku dało mi adresy do dalszej rodziny. Wreszcie trafiłem do jakiejś kuzynki, która utrzymywała z nim kontakt. – Mam jego adres i telefon – powiedziała, gdy już przestudiowała uważnie dowód i inne dokumenty, które potwierdzały moją przynależność do rodziny. A potem spojrzała na mnie z dziwną miną i milczała przez chwilę, jakby zastanawiała się, czy coś powiedzieć. – Nie wiem, czy będzie chciał rozmawiać z panem… z tobą – wykrztusiła w końcu. – Odciął się od przeszłości. A właściwie dlaczego go szukasz? – Nie wiem – przyznałem. – Sam mam syna i może dlatego mnie to nurtuje. – Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł – westchnęła. – Ale to nie moja sprawa. Proszę – podała mi kartkę z adresem. Nosiłem ją w portfelu przez kilka tygodni, nie mogąc się zdecydować, czy zadzwonić, pojechać, czy dać sobie spokój. – Jedź – powiedziała moja mama, przed którą nic już wówczas nie ukrywałem. – Tylko przygotuj się, że nie będzie chciał z tobą gadać. Ale może się mylę. Pojechałem od razu, nie dzwoniłem. Tata Zenek mieszka w Radomiu, a właściwie na peryferiach. Osiedle willowe, ładne nowe domki, zadbane ogródki. Sięgałem do dzwonka przy furtce, gdy akurat jakiś młody facet wyjeżdżał z garażu. Zatrzymał się przy bramie. – Pan do nas? – spytał, uchylając szybę. – Chyba tak. Do Zenona Zielińskiego. – Tata jest w ogrodzie, na tyłach domu. Tata… A zatem to mój przyrodni brat. Patrzyłem, jak odjeżdżał sportową beemką. No tak, wygląda na to, że jemu powodzi się nieco lepiej niż mnie. Ciekawe, czy mam jeszcze jakieś rodzeństwo? Ruszyłem w stronę ogrodu. Zobaczyłem go od razu Starszy, siwy, dość szczupły. Akurat grabił zeschłe liście. Nie przypominał faceta ze zdjęć. Nic w tym zresztą dziwnego – minęło ponad 25 lat. W pewnym momencie wyprostował się i wtedy mnie zobaczył. – Pan do mnie? W czym mogę pomóc?Nie wiedziałem, co powiedzieć, chociaż tyle razy układałem sobie przemówienie. Milczałem więc, aż on się zaniepokoił. – Słucham pana. Kim pan jest? – Jakub Roszkowski – przedstawiłem się odruchowo i dodałem: – Pański syn. Zdjął rękawice, powoli odłożył je na murek i podszedł do mnie. – Roszkowski? – Tak – odparłem szybko. – Mój ojciec… Drugi mąż mamy mnie usynowił. Ale w akcie urodzenia mam Zieliński. – Drugi mąż mamy… – facet przyglądał mi się przez chwilę uważnie, po czym sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej elektronicznego papierosa. – Jadwigi? – Tak. Z domu Kamińskiej. Zaciągnął się dymem i zapytał: – No więc dobrze, przypuśćmy, że jesteś moim synem – powiedział, podnosząc rękę, gdy chciałem się wtrącić, oburzony tym „przypuśćmy”. – A co cię do mnie sprowadza? Po tylu latach? Przecież twoja mama odebrała mi prawa rodzicielskie. Zawrzało we mnie; chciałem mu wypomnieć to wszystko, co mama mi opowiadała, ale się powstrzymałem. W sumie nie wiem, jak było między nimi i w ogóle nie w tej sprawie tu przyjechałem. – Chciałem poznać ojca – powiedziałem, sam słysząc, jak mój głos twardnieje. – Sam nim zostałem, mam syna… – I pewnie chcesz pieniędzy? – roześmiał się nieprzyjemnie, a ja z trudem się powstrzymałem, żeby go nie walnąć. – Myślałeś, że złapiesz dziadka na wnuka, tak? – Nie. Myślałem, że chciałbyś wiedzieć. I… I ja chciałbym wiedzieć dlaczego. – Co dlaczego? – zdziwił się. – Dlaczego mnie zostawiłeś. Masz syna, poznałem go przed chwilą. Nie wiem, może masz jeszcze inne dzieci. Co było ze mną nie tak, że mnie porzuciłeś i nie chciałeś znać? Dorośli się rozstają, rozumiem, że nie kochałeś mamy i kogoś poznałeś. Ale dlaczego zostawiłeś syna? Patrzył na mnie długo. A ja wtedy zrozumiałem, że tak naprawdę nic mnie nie obchodzi, co ten człowiek ma mi do powiedzenia. Usłyszałem już dość. Odwróciłem się na pięcie i szybko ruszyłem w stronę furtki. Zawołał za mną: – I już nie chcesz wiedzieć? Nie interesuje cię, dlaczego ojciec zostawił syna? – Nie – zatrzymałem się i odwróciłem. – Sam sobie odpowiedz na to pytanie. Mnie mój ojciec nie zostawił. Mój prawdziwy ojciec. Jest ze mną cały czas. Jakimś cudem udało mi się dojechać do domu i dopiero tam się popłakałem. A gdy już doszedłem do siebie, wziąłem na kolana swojego kochanego synka. – Nigdy cię nie zostawię – obiecałem mu, delikatnie całując małą rączkę. Nigdy już nie szukałem żadnych wyjaśnień. Po co? Mam mamę, tatę, żonę i syna. I guzik mnie obchodzi, czemu jakiś obcy facet 25 lat temu zrobił to, co zrobił. Czytaj także: „Mój synek zmarł, gdy miał niecały roczek. Teraz o mały włos nie straciłam drugiego dziecka”„Urodziłam syna, gdy miałam 19 lat. Jego ojciec powiedział, że ma inne plany na życie i nas zostawił”„Moja siostra to pasożyt. Rodzice wychowali lenia, któremu nie chce się iść do pracy, bo... mało płacą”
Treści programowe: Nazywanie członków bliższej rodziny i dalszej rodziny: mama, tata, brat, siostra, babcia, dziadek, wujek, ciocia. Dzielenie się informacjami dotyczącymi rodzinnych świąt Wzmocnienie więzi emocjonalnej z rodziną, kształtowanie uczucia przywiązania i szacunku do dziadków. Uczenie sposobów wyrażania uczuć i szacunku do osób starszych Przyzwyczajanie do kulturalnego zachowania się wobec swoich dziadków i osób starszych Rozwijanie umiejętności wokalnych, Zachęcanie do prezentowania swoich umiejętności, Występowanie w krótkich montażach słowno-muzycznych z okazji Dnia Babci i Dziadka Kształtowanie umiejętności odczuwania radości z przygotowania prezentu dla innych, Wzbudzanie zainteresowania zabawami z czasów dzieciństwa babć i dziadków. Rozwijanie umiejętności liczenia w zakresie 4 (5), z zastosowaniem liczebników głównych, Piosenka”Babcia i dziadek”- Moja babcia lubi w piłkę ze mną grać, opowiada bajki, kiedy idę spać. Ref.: Bo z babcią, moi mili, wesoło spędzam czas, bo babcia często śmieje się i bardzo kocha nas. Dziadek – superfacet – wciąż odwiedza mnie. Czyta wiele książek, zawsze wszystko wie. Ref.: Bo z dziadkiem, moi mili, wesoło spędzam czas, bo dziadek często śmieje się i bardzo kocha nas. Dziś dla mojej babci piękny prezent mam, uśmiech i buziaków tysiąc babci dam. Ref.: Bo z babcią, moi mili… 4. Piosenkę dla dziadka dziś zaśpiewać chcę. Nigdy, drogi dziadku, nie zapomnę cię. Ref.: Bo z dziadkiem, moi mili Wiersz ,,Życzenia dla babci i dziadka’’ Dziś dla babci słońce mamy I całuski dla dziadziusia Dziś życzenia wnuczek składa I piosenki śpiewa wnusia. Aby babcia i dziadunio W zdrowiu długo żyli Aby uśmiech dla nas mieli W każdej wolnej chwili. Piosenka z pokazywaniem Naszym dziadkom dziś tańczymy i śpiewamy tra la la Wszystkie rączki połączymy Podskoczymy hop sa sa Naprzód krok, potem w tył Zaklaszczemy ile sił Ukłon raz, ukłon dwa, a muzyczka skocznie gra! Dziś dzień babci obchodzimy Więc życzymy wszystkim Wam W zdrowiu, szczęściu i radości Długie lata żyjcie nam. Uśmiech raz, uśmiech dwa, Każdy serce babci da Całus tu, całus tam Niechaj sto lat żyją nam! Taniec dla Babci i Dziadka 26 stycznia odbędzie się bal karnawałowy- stroje mile widziane
moja babcia lubi w piłkę ze mną grać